niedziela, 8 lutego 2009
Coldplay - Life In Technicolor II - teledysk
Coldplay - Life In Technicolor II - teledysk
Rok wydania: 2009
Gatunek: pop
Ostatnio znalazłem na Youtube ten teledysk. Utwór ten był już na płycie Viva La Vida, jedynie w wersji instrumentalnej, jako intro do albumu. Teraz został rozszerzony i promuje nową EP'kę - Prospekt's March, która jakkolwiek sama w sobie wypada bardzo blado. Warto dodać, że Viva La Vida to bardzo średnia płyta Coldplay, a sam zespół wkracza właśnie w okres wielkiego chłamu. Ale akurat ten post na szczęście nie dotyczy muzyki - bardziej skupia się na teledysku.
Pierwsze wrażenie - rewelacja. Teledysk kompletnie mnie oczarował, a chłopaki z branży pokazali, że są w stanie wyprodukować bardzo dobry klip do popowej piosenki z MTV. O ile poprzednie teledyski Coldplay to totalna nuda i nie warte uwagi popisy taneczne wokalisty, bądź całego zespołu, to tutaj widać coś zupełnie innego. Udzielająca się wszędzie magia przedstawienia kukiełkowego tworzy razem z piosenką radosny, ciepły klimat. Przebojowość płyty Viva La Vida została ukazana w całkowicie innym, moim zdaniem lepszym świetle. Takie przeniesienie swojego patetycznego wizerunku na lalki to w tym przypadku świetna transformacja, dająca bardziej zdystansowane i cieplejsze spojrzenie na twórczość. Coldplay mógł sobie na to pozwolić, bo grają już od dobrych paru lat i można powiedzieć, że uratowali swój wizerunek sami swoim wizerunkiem. Bo Chris Martin oczywiście na scenie robi salta i szpagaty na co drugim koncercie więc teraz, patrząc na teledysk wszystko wydaje się bardzo sympatyczne, bo jest Coldplay, jest Chris Martin, są wybuchy, ale w postaci tańczących lalek.
No właśnie idąc w głąb, do tej pory Martin i Coldplay zachowywali się właśnie jak na przedstawieniu kukiełkowym, ale to nie jest akurat wywód do którego chciałem dojść na końcu. Ale warto to zauważyć i myślę, że twórcy klipu też to wiedzieli.
Właściwy wywód, do którego chciałem dojść jest taki, że to naprawdę cholernie dobry teledysk. Oglądając go poczułem się znowu jak wielki fan Coldplay i w tym momencie jak gdyby nigdy nic słucham sobie Viva La Vida Loca. Twórcy klipu doskonale wiedzieli jak operować wizerunkiem zespołu oraz zbudować klimat pasujący do piosenki i w ogóle samej twórczości Coldplay. Piosenka sama w sobie jest typowym dla tego zespołu przebojem i bez teledysku jest taka sobie ot średnia. Ale tutaj w ogóle nie chodzi o piosenkę. Mimo tego, że dobrana jest rewelacyjnie - wraz z rozbudowywaniem się piosenki, narasta ekspresja kukiełkowego zespołu. Piszę już tak jakby ten teledysk był czymś całkowicie odrębnym, animacją samą w sobie stanowiącą większą wagę niż muzyka - w tym momencie to zauważyłem. Naprawdę wszystko w tym teledysku jest na swoim miejscu: dziewczynka - fanka z nieoficjalną biografią zespołu pokazująca paluszkiem na gitarzystę; tata z kamerą mówiący "fuck"; dziecko jedzące ciastko; upadający perkusiście hi-hat i podnoszący go członek stafu; sztuczny wiatr we włosach kobiety; miażdżące zakończenie i wyrzucenie pałeczek. Oglądając ten klip czułem się jak jedno z tych dzieci na przedstawieniu, odwiedzające zoo, pierwszy raz w życiu karmiące żyrafę.
I może przesadzam, że jest to taki wspaniały klip i niepotrzebnie się ekscytuję.. Ale mówiąc szczerze - jeden z najlepszych teledysków jakie kiedykolwiek widziałem.
Ocena: 5/5
niedziela, 1 lutego 2009
The Samuel Jackson Five - Easily Misunderstood (2005)

The Samuel Jackson Five - Easily Misunderstood
Rok wydania: 2005
Gatunek: instrumental, jazz post rock
Finezyjna nazwa bardzo dobrze oddaje charakter muzyki tej grupy. Są to bardzo pogodne kompozycje na wielu instrumentach z przewagą różnorodnych gitar. Wszystko to jest bardzo świeże, nieprzesadzone, zwiewne i z umiarem. Brak post rockowego hałasu, który lubi się czasami pojawiać na albumach młodych kapel naśladujących Mogwai. Gitary nie pchają się na siebie jak wściekłe. Do tego niezwykle przyjazny, jazzowy klimat i pogodny nastrój.
Utwory na tej płycie są dosyć krótkie, umiarkowanie szybkie. Klasyczny dla gatunku jest tu kompletny brak wokalu i wyeksponowanie bardzo finezyjnej gitary prowadzącej (polecam utwór Michael Collins Autograph) ubarwionej delikatnie brzmieniem smyczków, syntezatorów lub innych dodatków. Dla fanów zespołu Do Make Say Think jest to propozycja na nieco barwniejsze i radośniejsze spędzenie czasu.
Na pewno dobrą cechą tej płyty jest jej zwiewność. Muzyka nie jest przesycona i nie daje uczucia ciężkości. Wszystko jest znakomicie poukładane i nie rozlewa się pomimo dużej różnorodności. Takie właśnie jazzowe pogrupowanie tematów jest widoczne już od pierwszego utworu. Od innych wyróżniają się oryginalną koncepcją na bardzo przyjemne post rockowe granie bez patosu, ale z finezją. Do tego rzadko spotykanym w tym gatunku kształtem "radosnego chilloutu".
Chcąc być ekspertem od gatunków i szufladkowania zespołów, można teraz zadać pytanie, czy w takim razie nie jest to zupełne odejście od tematu muzyki "post", produkt całkowicie innego rodzaju. Zespół pomimo wszystkich egzotycznych motywów mocno trzyma się w kupie i zachowuje elementy post rockowego kanonu. Odnajdziemy tu ulubione przesterowane gitary, głębokie nastroje i budowanie napięcia, więc fani gatunku nie będą zawiedzeni i będą z pewnością potrafili odnaleźć się w muzyce zespołu. Oczywiście wszystko w bardzo jazzowym stylu. Polecam szczególnie słuchaczom znudzonym klasycznym post rockiem.
I jeszcze jedno: fatalna okładka.
Ocena: 5/5
Do kupienia:
Zespół ten jest praktycznie nie do zdobycia poza Norwegią.
Do posłuchania (last.fm):
http://www.lastfm.pl/music/The+Samuel+Jackson+Five/Easily+Misunderstood
Subskrybuj:
Posty (Atom)
